POLSKI ZWIĄZEK RUGBY

UCZCIWOŚĆ - SZACUNEK - WSPÓŁPRACA - PASJA - DYSCYPLINA

Menu

Przegląd Lig Świata26.10.2020


Premiership
•   Wyniki testów koronawirusowych z ubiegłej soboty, ogłoszone w poniedziałek, zwiększyły wątpliwość co do tego, kto stanie w finale Premiership na przeciw Exeter Chiefs. W Wasps ujawniono kolejne cztery przypadki zachorowań (trzy wśród zawodników i jeden wśród personelu, łącznie z ubiegłotygodniowymi było to więc jedenaście). Ostatecznie jednak „Osy” wybroniły się przed wycofaniem z finału. Wyniki wtorkowych testów, ogłoszone w środę, dały im zielone światło do występu na Twickenham. I dobrze, bo ich potencjalne zastąpienie przez Bristol Bears już było krytykowane w mediach. Byli jednak osłabieni – z ich składu przed finałem musiała zostać skreślona jedenastka zawodników (kontuzje, covid lub izolacja). Koledzy zabrali na trybuny ich makiety. Zabrakło też planowanego na sędziego Wayne’a Barnesa, który także otrzymał pozytywny wynik testu – zastąpił go sporo młodszy Craig Maxwell-Keys, dla którego to pierwsze takie wyzwanie w karierze.
•   A mecz toczył się przy pustych trybunach stadionu Twickenham, w ulewnym deszczu, który nie sprzyjał szybkiej i efektownej grze, i był nieoczekiwanie zacięty. Faworytami byli Exeter Chiefs, który dopiero co wygrali finał Champions Cup, podczas gdy Wasps byli osłabieni i po przymusowej w przerwie w treningach. I to Chiefs mieli na boisku przewagę (gra rzadko trafiała na ich połowę), ale do przerwy prowadzili zaledwie 13:10. Zaczęli od przyłożenia Henry’ego Slade’a, ale odpowiedział Jacob Umaga (po jedynej akcji Wasps w polu 22 m rywali) i przewagę zawdzięczali jedynie karnemu Joego Simmondsa kopniętemu na koniec pierwszej połowy. W drugiej połowie Chiefs nadal zdecydowanie przeważali, ale Wasps znakomicie grali w obronie i fantastycznie odzyskiwali piłki w decydujących momentach (raz uratował ich już na linii pola punktowego uznany za najlepszego gracza Premiership w tym sezonie Jack Willis) ˜– wynik długo się nie zmieniał. Tuż przed 60. minutą Wasps wyrównali na 13:13 – to Chiefs kopali piłkę w aut, ale Wasps ją wyciągnęli nad linią boczną, a potem wręcz podręcznikowo przycisnęli łapiącego piłkę Hogga. Parę minut później Chiefs nie powtórzyli błędu, wykopali piłkę z karnego w aut znacznie bezpieczniej, a potem Joe Simmonds dostał kolejną szansę z karnego, którą wykorzystał. Pięć minut przed końcem Wasps po raz drugi w tym meczu zawitali na pole 22 m rywali. Mieli karnego, ale zamiast kopać na słupy na remis, wybrali kop w aut i w tym aucie piłkę stracili. Ta sytuacja zaważyła na wyniku. Półtorej minut przed końcem w podobnej sytuacji znaleźli się Chiefs i też kopnęli piłkę w aut. Chcieli przetrzymać piłkę na połowie rywali i im się udało. A zarobili przy okazji karnego kilkanaście metrów od słupów, niemal na wprost od nich, którego znowu wykorzystał Joe Simmonds (podobno nie pomylił się w kopach z podstawki od sierpnia) i wygrali 19:13.
•   Wygrana Exeter zasłużona – fantastyczny sezon, przewaga w meczu, na dodatek moralna rekompensata za tytuły utracone w zmaganiach z oszukującymi Saracens. Ale Wasps pokazali się – biorąc pod uwagę okoliczności – nadspodziewanie dobrze. To drugi tytuł mistrzowski Chiefs – poprzedni zdobyli trzy lata temu, także po zaciętym finale z Wasps.
 
Top 14
•   W szóstej kolejce Top 14 nareszcie zobaczyliśmy wszystkie planowane mecze, chyba pierwszy raz w tym sezonie. Wydarzeniem weekendu był derby Paryża, w których faworytem był niedawny finalista Champions Cup, Racing 92. I wygrał, ale ten sukces nie przyszedł mu łatwo. Po dziesięciu minutach to Stade Français prowadził 6:0, ale przed przerwą gracze Racingu wyszli na prowadzenie 11:6. Po przerwie obraz gry zupełnie się zmienił: przez 20 minut punktowali wyłącznie gospodarze – przyłożenie z podwyższeniem i trzy karne dały im prowadzenie 22:11. Końcówkę połowy jednak ponownie mieli lepszą goście. Co prawda, gdy zmniejszyli straty do jednego punktu, State Français odskoczył ponownie dzięki drop goalowi Jorisa Segondsa, ale w ostatnich trzech minutach dwa karne Antoine’a Giberta dały Racingowi skromne zwycięstwo 27:25.
•   Aż 11 przyłożeń zobaczyć można było w innym ciekawym spotkaniu, w którym potężny Clemont podejmował niespodziewanie dobrze grające w tym sezonie Pau. Już po kwadransie Clermont prowadził 17:3, ale potem gra się nieco uspokoiła. Krótko przed końcem pierwszej połowy gospodarze zwiększyli prowadzenie do 24:3, ale wkrótce potem żółtą kartkę zarobił Sebastien Vahaamahina i goście to wykorzystali zdobywając dwa przyłożenia (jedno przed przerwą, drugie po niej). Było 24:15, ale w drugiej połowie ponownie skuteczniejsi byli gracze z Owernii. Dorzucili jeszcze cztery przyłożenia (w tym jedno karne), podczas gdy rywale tylko dwa, i ostatecznie Clermont wygrał 50:29.
•   Lider z Tuluzy podejmował Lyon, który znakomicie prezentował się w poprzednim sezonie, a w tym także radzi sobie całkiem przyzwoicie. I to goście byli górą – wygrali 16:7. Choć punktów w tym meczu padło bardzo mało, to francuska prasa bardzo chwali Lyon za znakomity występ. Szczególnie mogła podobać się ich nieustępliwość i skuteczność w obronie. Jednak w Tuluzie były spore braki w składzie, brakło nie tylko reprezentantów Francji, ale także niesamowitego skrzydłowego Cheslina Kolbego.
•   Poza tym Tulon pokonał Castres 19:6 (tylko jedno przyłożenie w meczu, 14 punktów Louisa Carbonela), Montpellier pokonało Brive 30:6 (połowę dorobku punktowego zwycięzcy zawdzięczają Alexowi Lozowskiemu), La Rochelle pokonało Bordeaux 20:6 (trwa fatalna passa najlepszej drużyny poprzedniego sezonu), a czerwona latarnia tabeli, Agen, po raz szósty z rzędu przegrała, tym razem z Bajonną 15:26. Ten ostatni mecz wart jest jednak chwili uwagi: Agen od 8. minuty grali w czternastkę i w tym okresie ich bilans wyniósł zaledwie 15:19 – a jedyne przyłożenie w tym czasie stracili grając w podwójnym osłabieniu.
•   W tabeli na czele La Rochelle oraz dwie potęgi – Clermont i Tuluza. Pau wypadło z trójki, a wspina się w jej kierunku Racing 92 (tylko cztery spotkania rozegrane). Na dole bez zmian, nadal w beznadziejnej sytuacji Agen.
 
Pro14
•   W krajach, których ekipy grają w Pro14, wracają obostrzenia koronawirusowe – w Walii i Irlandii. Póki co dotyczą treningów i rozgrywek drużyn amatorskich (te ostatnie i tak nie zostały wznowione od marca), natomiast ekipy zawodowe mogą kontynuować rozgrywki. Jednak kto wie, co się nam zdarzy w przyszłości. Liga zatem zagrała trzecią kolejkę, choć na pewno wpływ na poziom gry miał brak reprezentantów we wszystkich drużynach (w Pro14 uderzający znacznie bardziej niż w inne zawodowe ligi Europy – wszak 12 klubów stanowi podstawę czterech reprezentacji, odpływ zawodników jest więc bardzo duży).
•   Pierwszy mecz weekendu w Pro14, piątkowe starcie Leinsteru z Zebre, było swego rodzaju przygrywką przed sobotnim meczem Irlandii z Walią. Oczywiście, oba zespoły były mocno osłabione z powodu braku reprezentantów krajów. To nie przeszkodziło jednak Leinsterowi bez problemu wygrać 63:8. Zdobył dziewięć przyłożeń, a do tego komplet podwyższeń Harry’ego Byrne’a (grał jako łącznik ataku, ponieważ zarówno Sexton, jak i jego etatowy zmiennik, brat Harry’ego Ross, są w kadrze). Wydarzeniem był powrót do składu dublińczyków po ponad półtorarocznej przerwie spowodowanej kontuzją rwacza Dana Leavy’ego.
•   Pierwsze zwycięstwo w sezonie na konto włoskich drużyn chciał w tej sytuacji zapisać Benetton, jednak przegrał u siebie z także przegrywającymi dotąd Scarlets 3:10, zresztą po rozczarowującym spotkaniu. Jedyne przyłożenie padło 10 minut przed końcem meczu. Chwilę później Morgan Jones zobaczył czerwoną kartkę za paskudną szarżę, ale Benetton mimo przewagi jednego zawodnika, walki do samego końca i wielkiej szansy na przyłożenie nie zdołał wyrównać. Kiepska passa Scarlets przełamana, ale o stylu lepiej zapomnieć.
•   Komplet porażek obok drużyn włoskich ma także świetny w poprzednim sezonie Edynburg. Tym razem podejmował irlandzki Connacht. Normalnie byłby faworytem, ale podczas meczów reprezentacji był znacznie bardziej osłabiony od rywali. Dobrze zaczął mecz, ale na prowadzeniu był zaledwie kilka minut. Gracze Connachtu zdobyli w tym meczu pięć przyłożeń, a edynburczycy odpowiedzieli czterema i ostatecznie przegrali 26:37. Świetny mecz zaliczył łącznik młyna Connachtu, który popisał się znakomitą grą nogą (dwukrotnie podkopnięciami piłki otworzył drogę do przyłożeń, z czego jedno sam zdobył).
•   Poza tym Ospreys zdobyli drugi szkocki skalp w tym sezonie, pokonując Glasgow Warriors 25:13 (choć po kwadransie przegrywali 3:12, a ostatnie dziesięć minut grali w osłabieniu), a Ulster rozgromił Dragons 40:17 (do przerwy było już 35:3).
•   Najciekawszy mecz trzeciej kolejki, Munsteru z Cardiff Blues, dopiero dziś wieczorem – to pierwszy z zapowiedzianych wcześniej poniedziałkowych wieczorów z Pro14. Okaże się wówczas, czy Connacht zachowa prowadzenie w konferencji B, ale najgorsze co może go spotkać to drugie miejsce. W konferencji A na czele jedyne drużyny z trzema zwycięstwami w lidze, Leinster i Ulster (ma szansę dołączyć do nich Cardiff Blues).
 
Super Rugby
•   W Super Rugby Unlocked także tydzień zaczął się od wieści koronawirusowych. Po poprzedniej kolejce spotkań okazało się, że czterech graczy Lions jest zarażonych, a w Stormers (przeciwnikach Lions sprzed tygodnia) dwóch graczy trafiło do izolacji. Lions ponownie przebadano i po stwierdzeniu dwóch kolejnych przypadków ich mecz przeciwko Cheetahs odwołano. Jeśli nie uda się ustalić nowego terminu, zostanie zweryfikowany jako remis.
•   W zapowiadającym się interesująco starciu dwóch franszyz Super Rugby Bulls zdecydowanie pokonali Sharks 41:14. Jednak nieoczekiwanie znacznie ciekawiej było w meczu Pumas przeciwko Stormers. Zdecydowanymi faworytami byli Stormers i to oni zdobyli pierwsze przyłożenie po nakrytym kopie rywali. Pumas jednak błyskawicznie odpowiedzieli, a po 60 minutach prowadzili aż 37:14. Wydawało się, że tylko katastrofa mogłaby im odebrać zwycięstwo. Ale „Pumom” brakło sił. Na dziesięć minut przed końcem było 37:21, a w ostatnich dziesięciu minutach Stormers dołożyli trzy kolejne przyłożenia i wyszarpali zwycięstwo 42:37. Niesamowity powrót graczy z Kapsztadu. Zmartwieniem zwycięzców jest kontuzja Siyi Kolisiego, który musiał zejść z boiska w pierwszej połowie.
 
División de Honor - Hiszpania
•   Ostatnio kibice cieszyli się finałem Pucharu Króla, a w ten weekend ruszył nowy sezon ligowy w División de Honor. Z sześciu zaplanowanych spotkań pierwszej kolejki rozegrano pięć. W szóstym miał grać zespół Bathco, ale krótko przed startem rozgrywek wycofał się z ligi i będzie zastąpiony przez Les Abelles z Walencji. W pierwszych ligowych meczach solidarnie zwyciężyły obie dominujące w lidze od paru lat drużyny z Valladolid: VRAC pokonał na wyjeździe Ciencias 35:6, a El Salvador u siebie Burgos 32:0. W derbach Barcelony Barça pokonała Santboianę 18:12.
 
Grzegorz Bednarczyk

Więcej informacji o rugby w kraju i na świecie przeczytasz na moim blogu „W szponach rugby”, tam też znajdziesz linki do meczów [kliknij]
Ekstraliga: 11 przyłożeń w Sochaczewie! Sudamericano 4 Naciones dla Argentyny
Tabela Ekstraligi
 01 MKS Ogniwo Sopot 7 33
 02 Master Pharm Łódź 7 22
 03 Awenta Pogoń Siedlce 7 22
 04 RC Lechia Gdańsk 8 20
 05 RC Orkan Sochaczew 8 19
 06 Edach Budowlani Lublin 7 18
 07 OKS Skra Warszawa 7 17
 08 RC Arka Gdynia 7 14
 09 RzKS Juvenia Kraków 7 12
 10 RK Sparta Jarocin 7 0